Praca w Call Center – Sprawdziliśmy to!

Osoby młode często poszukują źródła zarobku. W ostatnim czasie popularne stały się oferty pracy tzw. Call Center.
Krąży wiele opinii na temat pracy w takich firmach wiele negatywnych ale również pozytywnych. Aby Wam opisać jak wygląda praca „na słuchawce”, przez miesiąc pracowaliśmy w jednej z takich firm w Chorzowie.

Firma w której pracowaliśmy sprzedaje usługi dostawcy telewizji satelitarnej oraz operatora sieci komórkowej i internetu LTE. Wszystko zaczęło się od wysłania CV, po 30 minutach pojawił się telefon zwrotny od Pani specjalisty ds. rekrutacji i tutaj pojawia się termin rozmowy kwalifikacyjnej. Oczywiście ładnie ubrany w garnitur wybrałem się na rozmowę. Po wejściu do środka odczułem dziwne wrażenie, że to nie ja staram się o prace a wręcz oni proszą się o pracownika. Został mi szczegółowo opisany system premiowy oraz godziny pracy (które miały być nienormowane). Zaznaczyłem, że jestem studentem i że do pracy przychodził po zajęciach na kilka godzin i to nie więcej niż 3 dni w tygodniu. Otrzymałem tylko wiadomość, że muszę tylko przez 2 soboty w miesiącu pracować dodatkowo. Z samego systemu premiowego nic nie zrozumiałem bo był on dosyć zagmatwany…

Od poniedziałku nastąpiło szkolenie które trwało 3 dni, na szkoleniu nic więcej niż połowy ryzy zadrukowanego papieru nie otrzymałem. Czwartego dnia poznałem swojego koordynatora, czyli bezpośredniego przełożonego i zostałem przydzielony na odsłuch. Odsłuch polega na tym, że podsłuchujemy rozmowy innego konsultanta siedząc obok niego i mając słuchawki podłączone do jego komputera ale bez mikrofonu i tak do końca tygodnia. Po przepracowaniu miesiąca za szkolenie mamy uczciwie zapłacone.

Po tygodniu szkoleń zaczynamy prace jako konsultant. Pierwsza rozmowa która powoduje trochę stresu  i potem kilka następnych. Tylko już wtedy popełniłem błąd, zbyt bardzo się starałem, pierwszego dnia podpisałem z klientami aż 4 umowy (co jest dobrym wynikiem dla doświadczanego konsultanta), drugiego 7 i trzeciego 2 i tak ciągle… Po prostu nadaję się do sprzedaży (mówiąc nieskromnie xD ). Oczywiście gdy tylko pojawił się dzięń z „zerem” odrazu miałem koordynatora ciągle za plecami. To jest ogromny minus pracy w tej firmie, duży nacisk na wynik. No ale przecież mamy płaconą premie od sprzedaży. W pierwszym miesiącu przepracowałem 100 godzin.

Premia sprzedażowa jest naliczona z miesięcznym opóźnieniem, samo wynagrodzenie zawsze 7-go dnia miesiąca jest na koncie, wiec wynagrodzenie za maj otrzymamy 7-go czerwca ale premię dopiero 7-go lipca. Stawka to 9 zł/h netto przez pierwszy miesiąc, czyli 7,38 zł brutto. Nie trzeba być geniuszem matematycznym żeby stwierdzić, że jako student (przy umowie zlecenie, bo na takiej się pracuje w Call Center) nie płacąc ZUSu powinienem dostać 738 zł plus około 100zł za szkolenie. Na koncie pojawiło się 742 zł. Gdzie moje 96 zł?! I tu pojawia się proste ale nieuczciwe wytłumaczenie. bo przechodzimy do kolejnych dwu minusów pracy w Call Center. Komputery na których pracujemy są w opłakanym stanie, jego uruchomienie wraz z wszystkimi programami zajmuje 40 minut. Każde kliknięcie powoduje jego chwilowe zawieszenie. Kosztuje to nas nerwy ale te wieszanie wskakuje nam w czasie pracy jako „procesowanie zamówienia” za które ciągle gani nas koordynator. Czas pracy liczony jest od pierwszego połączenia, czyli do chwili kiedy zadzwonimy i po drugiej stronie ktoś nam odbierze. więc mija nieraz godzina od przyjścia do pracy. Więc będąc w pracy około 15 razy, za każdym razem traciłem 40 minut co dało około 96 zł.

Co do samej premii wygląda ona w dużym przybliżeniu następująco:
Za każda umowę mamy około 30zł (zależenie na jakich warunkach ją sprzedaliśmy), premie mamy wypłaconą za zamówienia które klient podpisze i nie zrezygnuje w ciągu 14 dni. Suma naliczonych premii jest mnożona przez następujące współczynniki:

  • jakościowy – czyli to jak zostały ocenione nasze rozmowy, najczęsciej w przedziale od 0.8 do 0.98
  • realizacji – czyli ile % celu udało nam się zrealizować, najbardziej nieuczciwy współczynnik bo cel to np 42 zamówienie w miesiącu. Dla osoby pracującej 8h przez 5 dni w tygodniu jest to do zrobienia, ale dla osoby która pracuje przez 6h 3 razy w tygodniu już nie. Dlaczego cel nie jest proporcjonalny do czasu pracy?
  • realizacji grupy – czyli ile % celu zrealizowała nasza grupa, akurat trafiłem do najlepszy grupy w firmie więc ten współczynnik u mnie wynosił 1.1

Chyba tyle ale, możliwe że jest ich więcej. Wszystko super ale aby mieć premię wypłaconą jakąkolwiek trzeba mieć 50% celu czyli najczęściej 21 zamówień. Więc jak się komuś nie uda to o premii zapomina.

Wróćmy do naszego nienormowanego czasu pracy. Oczywiście koordynator daje mi mi do ręki grafik a tam prawie w każdy dzień „na rano”. Ja mówię, że nie na to się umawiałem, a on że mam przychodzić jak mi pasuje bo najwyżej inny koordynator jest na sali. Jednak ilość wiadomości w stylu „Na którą będziesz?” albo „Patryk, dasz rade być jutro na rano?” podchodzi pod jakieś nękanie. Oczywiście koordynator poza godzinami pracy nie odpisuje i nie odbiera.
Tak samo gdy siedzę w pracy do 18, jest 17:30 i mam zerowy wynik to koordynator podchodzi i mówi „zostajesz do końca” czyli do 21.00, co często rujnuje plany na przykład przygotowania się do kolokwium.

Można również skorzystać z oferty pracowniczej i mieć 50% rabatu na usługi które sprzedajemy. Z tym, że nawet po tych rabatach jest to najmniej atrakcyjne oferta na rynku jeśli chodzi o telefony, internet lepiej ale również rewelacji nie ma, a opłaca się jedynie telewizja. Możemy również skorzystać z karty Multisport do której firma 50% dopłaca, czy zjeść obiad za 6zł a nie za 12. No i największy plus to ludzie, współpracownicy są do siebie bardzo pozytywnie nastawieni.

Kolejny minus – umowa. Nie dość, że umowa zlecenie, nowe podpisywane są już na dłuższy okres czasu bo nawet na pół roku ale posiadają jednodniowy okres wypowiedzenia i zapis ze zleceniodawca może w każdym momencie ją zerwać. Często również się zdarza, że przychodzimy na popołudniową zmianę i okazuje się, że mamy iść do domu bo nie ma dla nas miejsca. Dział rekrutacji przyjmuje wszystkich jak leci. Osoba która się tym zajmuje wykąpała by nawet menela z ulicy i posiadła przed biurkiem do pracy.

Sama praca jest łatwa, z tym, że bardzo ogłupia, powtarzanie tego samego przez 8 godzin jest straszne, a potrzeba bycia kroku przed klientem wymaga ciągłego skupienia więc praca jest bardzo męcząca umysłowo. Potrzeba kilku godzin, żeby wrócić do siebie. Dobrze, że przerwy są stosunkowo częste i o odpowiedniej długości (10/15 min co 2h).
Często także trafiamy na ludzi „po drugiej stronie słuchawki” którzy nas bardzo źle traktują i wyzywają, czy po prostu się z nas nabijają zadając głupie pytania a my czując się jak skończony idiota musimy na nie odpowiadać i dalej próbować sprzedać produkt.

Podsumowując: Praca w porządku dla ludzi o mocnych nerwach, wygadanych z odpowiednim IQ. Jednak tylko jako tymczasowa. Nie da się tam długo pracować.

Share Button

Dodaj komentarz